Niewiarygodne!

2008 październik 6

To pierwszy post, od jakiegoś czasu, który piszę z ulgą.

Szczerą. Lżej mi.

Wstaliśmy o 5. Masakra. Potykaliśmy się o własne powieki, tak nisko były i tak zdesperowane, żeby się nie otwierać.

Kami, biedna, poszła do pracy. Ja olałem i zostałem w domu, załatwiając kilka spraw.

Kupiłem ten nieszczęsny prąd, więc powoli wróciłem do życia. Śniadanie – jajecznica na boczku, smażona na smalcu, z cebulką i szczypiorkiem. Specjalnie dla K., żeby ją nieco rozgrzać po poranku.

Potem rozmowa kwalifikacyjna. Mogę pracować jako producent elektrycznych silniczków do szyberdachów.
Ale.

Pani powiedziała, że popyta po znajomych, może znajdzie sie coś z foto. Fajnie.

Potem CV-spacer z K. Słoneczko grzało i ogólnie całą sielankowość przyćmiewał tylko grobowy dość nastrój wywołany ciągłym brakiem pracy.

I spotkaliśmy Benia. Benio jest bezdomny, od lat 80tych na ulicy. Żyje całkiem nieźle.

Opowiedział nam parę historii ze swego życia.
Kiedy stwierdziliśmy, że mamy dość towarzystwa, powiedzieliśmy, że musimy iść szukać pracy. Zapytał nas Benio – a gdzie chcielibyście pracować? W fotografii, odpowiedzieliśmy, na co on rzekł “przyjdźcie tu w środę, popytam znajomych”.

Jakaś taka dziwna życzliwość.

Ale będziemy. Bo czemu nie?

Potem wyprawa na Kazimierz. Spacer po punktach foto. “czy nie szukacie państwo pracowników?”

Nie szukali.

Tylko w jednym punkcie. Jednej osoby.

Ale był pan punktowy gotów do podziału etatu na naszą dwójkę. Zobaczymy.

Ale – znów życzliwość.

I na sam koniec – Kantor Herbaty, czyli Bartek i Ania.

Weszliśmy, K. podchodzi i pyta, czy nie szukają.

Może i by szukali. Czy pijemy herbatę? K. tak, ja nie.

To może się napijemy? Napiliśmy się.

Napijaliśmy się ponad dwie godziny, w przesympatycznej atmosferze, przy miłej rozmowie i stonowanej muzyce.

I tu należą się Bartkowi i Ani podziękowania. Lepiej nam. Po takiej dawce życzliwości. Dużo nam lepiej. Odpoczęliśmy.

Dzięki!